niedziela, 10 listopada 2013

Rozdział III



 Tej nocy nie mogłam zasnąć, choć starałam się na wszystkie sposoby. Rano wstałam koszmarnie zmęczona. Pomyślałam, że świeże powietrze dobrze mi zrobi, więc poszłam na spacer. Znalazłam odosobnione miejsce i usiadłam pod drzewem. Było ciepło i przyjemnie. Oczy same mi się zamykały. Zasnęłam...
                                                                
                                                                      *  *  *                
Kiedy się obudziłam słońce było już wysoko na niebie. Minęło południe. Rozprostowałam zgięte przez kilka godzin nogi. Dostrzegłam plusy spania na zewnątrz: byłam wypoczęta. Ruszyłam w stronę Caras Galadhon. Przebrałam się i zeszłam na obiad. Wszyscy już tam byli. Rozejrzałam się po jadalni. "No nie, znowu on!" Pomyślałam na widok Sarumana. Z rozmów toczonych przy stole wywnioskowałam, że wszyscy członkowie Rady wyjeżdżają jutro. Posmutniałam. Nagle uświadomiłam sobie, że wcale nie chcę, aby Elrond wyjeżdżał."Co się ze mną dzieje?!"

                                                                        *  *  * 
Przez całe popołudnie snułam się bezcelowo między główną salą, a moim pokojem. Gdy zaszło słonce, nastała bezchmurna noc. Znowu poszłam na wzgórze, na którym rano odpoczywałam po bezsennej nocy. Patrząc pod nogi, by nie zaplątać się w długą suknię powoli weszłam na wzgórze. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę z tego, że nie jestem sama. Kilka kroków dalej stał Elrond. Podszedł do mnie i razem w milczeniu patrzyliśmy przed siebie. Jak zawsze, gdy widziałam wznoszącą się naprzeciw twierdzę Dol Guldur, wstrząsną mną dreszcz.
- Nie bój się-powiedział cicho.-Tu nic złego nie może nam się stać.
-Wiem, ale mimo to jest to przerażający widok.
Mimowolnie przysunęłam się bliżej niego.
-Coś dziwnego się ze mną dzieje...Kocham Rivendell i jest to mój dom, ale coś mnie tu trzyma. Albo raczej ktoś. Wiesz coś o tym Celebriano?
Uśmiechnęłam się. Kamień spadł mi z serca. Nie tylko ja czułam sie dziwnie. W odpowiedzi na jego pytanie oparłam mu głowę na ramieniu. Nie sprzeciwiał się. Mało tego: przytulił mnie do siebie, a ja mimo czerniejącej na przeciw twierdzy Dol Guldur poczułam się bezpieczna...
                                                                            
                                                                          *  *  *
Następnego dnia wszyscy wyruszali w drogę. Wszyscy z ociąganiem. Tylko Sarumanowi sie spieszyło. Z Elrondem pożegnałam sie jeszcze wieczorem na wzgórzu, a teraz patrzyłam jak odjeżdża
-Liczę, że wkrótce nas odwiedzisz Mistrzu Elrondzie -powiedział ojciec.
-Mam taką nadzieje -odpowiedział mu Elrond, ale patrzył na mnie.
Mithrandir popatrzył na Elronda z udawanym ubolewaniem i pokręcił głową.
-Do zobaczenia - powiedział i odjechał.
                                                                          *  *  *

Minęło kilka tygodni, a ja ani na chwilę nie przestałam o nim myśleć. O wieczorze spędzonym  z Elrondem nie powiedziałam nikomu, ale wiedziałam, że mama wie. Zawsze towarzyszyły mi jej ukradkowe uśmiechy.
   Pewnego dnia spacerowałam po ogrodach, kiedy natknęłam się na rodziców.
-Dobrze, że jesteś. Trzeba pojechać z pewną wiadomością do Rivendell. Pomyśleliśmy, ze może ty sie zgodzisz.
-Chętnie- odparłam z trudem ukrywając radość, która mnie rozpierała. Zobaczę go! Nareszcie go zobaczę! Tak bardzo juz się stęskniłam...

_______________________________________
Oto i rozdział trzeci :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz