Tej nocy nie mogłam
zasnąć, choć starałam się na wszystkie sposoby. Rano wstałam koszmarnie
zmęczona. Pomyślałam, że świeże powietrze dobrze mi zrobi, więc poszłam na
spacer. Znalazłam odosobnione miejsce i usiadłam pod drzewem. Było ciepło i
przyjemnie. Oczy same mi się zamykały. Zasnęłam...
*
* *
Kiedy się obudziłam słońce było już wysoko na niebie. Minęło
południe. Rozprostowałam zgięte przez kilka godzin nogi. Dostrzegłam plusy
spania na zewnątrz: byłam wypoczęta. Ruszyłam w stronę Caras Galadhon.
Przebrałam się i zeszłam na obiad. Wszyscy już tam byli. Rozejrzałam się po
jadalni. "No nie, znowu on!" Pomyślałam na widok Sarumana. Z rozmów
toczonych przy stole wywnioskowałam, że wszyscy członkowie Rady wyjeżdżają
jutro. Posmutniałam. Nagle uświadomiłam sobie, że wcale nie chcę, aby Elrond
wyjeżdżał."Co się ze mną dzieje?!"
* * *
Przez całe popołudnie snułam się bezcelowo między główną
salą, a moim pokojem. Gdy zaszło słonce, nastała bezchmurna noc. Znowu poszłam
na wzgórze, na którym rano odpoczywałam po bezsennej nocy. Patrząc pod nogi, by
nie zaplątać się w długą suknię powoli weszłam na wzgórze. Dopiero po chwili
zdałam sobie sprawę z tego, że nie jestem sama. Kilka kroków dalej stał Elrond.
Podszedł do mnie i razem w milczeniu patrzyliśmy przed siebie. Jak zawsze, gdy
widziałam wznoszącą się naprzeciw twierdzę Dol Guldur, wstrząsną mną dreszcz.
- Nie bój się-powiedział cicho.-Tu nic złego nie może nam
się stać.
-Wiem, ale mimo to jest to przerażający widok.
Mimowolnie przysunęłam się bliżej niego.
-Coś dziwnego się ze mną dzieje...Kocham Rivendell i jest to
mój dom, ale coś mnie tu trzyma. Albo raczej ktoś. Wiesz coś o tym Celebriano?
Uśmiechnęłam się. Kamień spadł mi z serca. Nie tylko ja
czułam sie dziwnie. W odpowiedzi na jego pytanie oparłam mu głowę na ramieniu.
Nie sprzeciwiał się. Mało tego: przytulił mnie do siebie, a ja mimo czerniejącej
na przeciw twierdzy Dol Guldur poczułam się bezpieczna...
* * *
Następnego dnia wszyscy wyruszali w drogę. Wszyscy z ociąganiem.
Tylko Sarumanowi sie spieszyło. Z Elrondem pożegnałam sie jeszcze wieczorem na
wzgórzu, a teraz patrzyłam jak odjeżdża
-Liczę, że wkrótce nas odwiedzisz Mistrzu Elrondzie -powiedział
ojciec.
-Mam taką nadzieje -odpowiedział mu Elrond, ale patrzył na
mnie.
Mithrandir popatrzył na Elronda z udawanym ubolewaniem i
pokręcił głową.
-Do zobaczenia - powiedział i odjechał.
* * *
Minęło kilka tygodni, a ja ani na chwilę nie przestałam o
nim myśleć. O wieczorze spędzonym z
Elrondem nie powiedziałam nikomu, ale wiedziałam, że mama wie. Zawsze
towarzyszyły mi jej ukradkowe uśmiechy.
Pewnego dnia spacerowałam po ogrodach, kiedy
natknęłam się na rodziców.
-Dobrze, że jesteś. Trzeba pojechać z pewną wiadomością do Rivendell.
Pomyśleliśmy, ze może ty sie zgodzisz.
-Chętnie- odparłam z trudem ukrywając radość, która mnie
rozpierała. Zobaczę go! Nareszcie go zobaczę! Tak bardzo juz się stęskniłam...
_______________________________________
Oto i rozdział trzeci :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz